Ale, wracając do aromatów ... zapach rabarbaru - te czerwonawe jędrne łodyżki wydzielają go akurat tyle ile potrzeba. Uwielbiam obierać je z wierzchniej skórki i wdychać ... A zapach truskawek? I to wcale nie tych wczesnych pierwszych, ale już czerwcowych ... także niezapomniany. Na wczorajszym targu kupiłam małą łubianeczkę. Szalenie drogie w tym roku. Kto to widział, aby za kilogram tych rajskich owoców płacić 15 - 16 złotych? Pogoda nie sprzyja im tej wiosny. Zimno i pada prawie bez ustanku. Ale kupiłam i nie żałuję. Z wyboru wielkiego ... i tych dużych, ale ledwo czerwonych i tych mniej dorodnych wybrałam takie niepozorne. Właśnie zapach był tym bodźcem, który kazał mi kupić właśnie te, a nie inne. Niezwykle słodki, lekko poziomkowy - cudny. A smak? Nie mniej odurzający. Zjedliśmy je takie "saute". Bez dodatku cukru i śmietany ...
I ogóreczki. Równiutko poukładałam w słoju i zalałam solanką z przyprawami. Nigdzie nie mogłam dostać kopru ... takiego wyrośniętego, z baldachimami nasion o rześkim, niepowtarzalnym zapachu. Wsypałam więc gotową mieszankę przypraw. Mam nadzieję, że małosolniaczki wyjdą równie smaczne. Po nocy otworzyłam słój i wydaje mi się, że jednak zapach nie ten. Miły dla nosa, ale nie taki jak co roku. Następne ogórki zrobię wtedy, kiedy ujrzę pomiędzy targowymi skrzynkami warzyw i owoców wszelakich długaśne pędy kopru.
Lubię wiosnę. Po zimie wybucha równie mocno kolorami, jak i zapachami. Uzupełniają się nawzajem w wielkiej harmonii. I dla mnie taki stan mógłby trwać niezmiennie przez okrągły rok. Ale, czy wtedy z równą siłą odczuwałabym jego słodkie skutki? Chyba nie ... Wkrótce nadejdzie lato z charakterystycznymi dla siebie aromatami. Będzie więc zapach iście królewskich kwiatów ... róży i peonii. Tylko te mrówki na peoniowych pączkach i osy na płatkach róż ostudzą nieco moje zapędy w zanurzaniu nosa aż po samo dno kwiatowych kielichów. Później moje nozdrza połaskocze słodycz jaśminu i lipy. Ale to latem. Dopiero nadejdzie. Jeszcze przed nami.
Jak już pisałam wyżej wiosna tego roku niezbyt miła. Nie rozpieszcza nas ciepłymi dzionkami i błogo ogrzewającym słonkiem. Leje, pada, kropi, siąpi z nieba i chyba przestać nie zamierza. Ja, co najwyżej mogę ponarzekać na nieprzychylną aurę. Ale, ci ludzie, którzy mieszkają na zalewowych terenach? Im współczuję niezmiernie. Jak to jest, gdy traci się cały dorobek życia? Nigdy nie chciałabym się o tym przekonać i największemu wrogowi tego nie życzę. Nasza Jeziorka też wysoka. Rozlała się nieco. Ślicznie i malowniczo wygląda krajobraz z naszą rzeczką w tle.
A młodzian cieszy się z takich wypadów. Kalosze i kijek to jego atrybuty. Podejrzał jak wędkarze moczą w Jeziorce swoje kije, więc i on ryby łowi. Jak to dziecku niewiele do szczęścia potrzeba :)
Mimo tego, co za oknem ... a może dzięki temu? coś tam w domku dłubię. Tworzę. Pierdółki same, ale pokażę. Podładek pod szklanki ciąg dalszy. Według mnie fajnie wyszły. Nie lubię słowa "fajnie", więc czemu go używam? Oto nowa partia ... trzy komplety w prawdziwie królewskim stylu.
Skończyłam komplet czterech serwetek. Prototypy. Może także będzie ciąg dalszy, jak przy podstawkach ... zobaczymy. W rogu każdej z nich wyhaftowałam nasz rodzinny inicjał ... literkę U. Podobają mi się ... swojej prostocie i myślę, że także elegancji zawdzięczają swój urok.
I jeszcze do kompletu jako nagroda za konkursik "Gdzie byłam?" uszyłam poduszeczkę ... zawieszkę - jak kto woli. Miała to być niespodzianka dla tego, kto dostanie nagrodę, ale jako, że niecierpliwa jestem to pokażę już teraz. A co :) Tak się przedstawia cały komplecik, który otrzyma wylosowana przeze mnie osóbka. Wszystko w tym samym charakterze ... królewski czar i szyk.
Mało osób wzięło udział w zorganizowanym przeze mnie konkursie. Co było tego powodem? Może zagadka za trudna, za mało zdjęć? A może po prostu nagroda licha? Tak czy siak bardzo dziękuję tym, którzy napisali komentarz pod poprzednim postem. I doprawdy nie wiem, jak potraktować te dwie, czy trzy osoby, które przyznały się, że nie mają pojęcia, gdzie znajdują się detale, które pokazałam na zdjęciach, ale "jak papugi" powtórzyły za poprzedniczkami. Z tego też powodu losowanie, które miało się wczoraj odbyć, niestety nie miało miejsca. Muszę się zastanowić, co z tym fantem zrobić. Wiedziały, czy nie? Chyba jednak nie ... Jednak wszystkim, którzy skomentowali poprzedni post jeszcze raz bardzo dziękuję. Widzę kilka nowych duszyczek, które się ujawniły ... Zapraszam Was do częstszego zabierania głosu. A czekam nie tylko na pochlebne komentarze, co jest niezwykle miłe, ale także na krytykę. Ta też jest mile widziana, bowiem Wasze subiektywne wrażenia po tym, co tu w "Moim wygnanku" czytacie i oglądacie są dla mnie ważne. Pozwalają mi nabrać dystansu do tego co robię i obiektywnie ocenić moje własne poczynania - pozwalają przynajmniej spróbować tego dokonać. Tak więc dziękuję i zapraszam częściej :)
W następnym wpisie zamieszczę wyniki konkursu, nick wylosowanego zwycięzcy oraz opis i relację fotograficzną z miejsca, w którym wraz z rodzinką spędziłam pewną majową sobotę. Tak ... był to Milanów, Villa Nova, Wilanów - jak to na przestrzeni wieków nazywano położone na południowych krańcach Warszawy tereny wraz z jego główną "atrakcją" barokowym zespołem pałacowo-ogrodowym stanowiącym siedzibę naszego króla Jana III Sobieskiego. A więc do następnego ... przecież nie zobaczenia, ani usłyszenia ... napisania? ... może tak: do następnego razu :)


