jjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjj

poniedziałek, 14 listopada 2016

Zmiany

Przenoszę się. A to dlatego, że blog niniejszy nie spełnia już moich oczekiwań. Nowe miejsce, które tworzę będzie bardziej odpowiadało temu, co mi w duszy gra i czym się obecnie zajmuję. Serdecznie zapraszam do zajrzenia tutaj:

http://kasiaurbanskaparanoje.blogspot.com

Pierwsze posty już są ... kolejne w opracowywaniu. Mam nadzieję na nowo zdobyć czytelników i podglądaczy ;) Z czasem blog - Moje wygnanko zostanie zamknięty, a funkcjonować będzie jedynie ten nowy. Z obawą pewną - czy ktokolwiek tam zajrzy, czy się spodoba najpiękniej jak potrafię zapraszam do odwiedzin :) A na zachętę takie zdjęcie załączam ;)


Do zobaczenia w moich paranojach :)

poniedziałek, 7 listopada 2016

Próba dialogu

Zdaje się, że po latach ... jak to brzmi - po latach odzyskałam konto i chyba mogę kontynuować swojego bloga. Czy jestem na to gotowa? Czy mam tutaj jeszcze jakichś czytelników? Cóż, zobaczymy ...

czwartek, 29 listopada 2012

Reaktywacja. Nie obiecuję.

Co z tego, że chciałabym, aby mój blog nie zginął śmiercią naturalną - wisząc sobie bez sensu w cyberprzestrzeni. Czas z gumy nie jest i nic nie zapowiada, żeby coś się w tym zakresie miało zmienić (chyba, że jednak się zmieni ... ciiiiii). Z zazdrością obserwuję jak wiele z Was pięknie godzi swoje wszystkie obowiązki, a dodatkowo spełnia się twórczo i wytwórczo ;) Cóż, pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że i ja znajdę w końcu garść wolnego czasu, aby nie tylko coś stworzyć, ale także podzielić się tym z pokrewnymi duszami.
Jako, że łatwiej wypowiadam się stosując formę obrazkową, to może spróbuję powrócić do blogowego życia właśnie przy pomocy zdjęć - obrazów. Na pierwszy rzut niech pójdą zatem piękne zakątki, które mnie tak urzekły podczas wizyty w pewnym parku/nie-parku. Ogrody "Hortulus" w Dobrzycy k/Kołobrzegu - kto był, ten wie, a innym chciałabym pokazać jak pięknie można zaaranżować tematyczne kąciki we własnym ogrodzie - oczywiście jak się go posiada. Ja jestem właścicielką jedynie nieco większego od powszechnych standardów balkonu w bloku, więc pole do popisu mam cokolwiek małe, jak na moje głęboko ukryte, aczkolwiek zacnie rozbujałe potrzeby. Pozachwycać się jednak nie zawadzi, a nawet wskazane jest zatrzymanie się na chwilę w szalonym biegu, do którego zmusza mnie zwykła codzienność. Popatrzcie  same ... może ciut kiczowate figurki, albo ich ilość dla niektórych może być nie do przyjęcia, ale mnie, mimo to ... lub właśnie dlatego ;) ogródki zachwyciły. Właściciele ogrodu już dawno zrezygnowali z odwodzenia jednego ze swoich pracowników urządzających zielone zakątki od ustawiania figur gdzie się tylko uda. Są zatem amorki, krasnale, kolumny, kosze, donice, latarenki, fontanny, zakochane pary, piękni młodzieńcy i dziewice ... lub nie dziewice ;) ustawieni w części ogrodu urządzonym w stylu francuskim i w części różanej ... żabki, kaczki, chatka na kurzej łapce ze swoją właścicielką z pypciem na czubku nosa, trole zamieszkujące swoją górę ... i wiele, wiele innych tego typu ozdób. Zapachy ... kolory ... kształty - nieprzebrane. A i dzieciaki się nie nudzą odkrywając niezliczone ścieżki wijące się od jednego do kolejnego magicznego kącika. Pooglądajcie, a ja sobie razem z Wami powspominam i w myślach urządzę swój pierwszy ogród, którego może kiedyś się doczekam ...

488a

575

582

580

613

581

625

489

499

500

515

560

564

629

570

637

641

Te zdjęcia, to tak na przekór aurze - za oknem ponura jesień, a u mnie powrót do letnich klimatów. Wszystkim moim podczytywaczkom, które mam nadzieję jeszcze nie uciekły zniechęcone marazmem w Moim wygnanku życzę tak kolorowych dni, jak moje letnie impresje :) Do następnego razu :)

sobota, 14 kwietnia 2012

Pilnie poszukuję informacji ...

... na temat zespołu szkół w Pszczelej Woli k/Lublina, a w szczególności chodzi mi o klasę sportową w tamtejszym Liceum Ogólnokształcącym http://www.pszczelawola.edu.pl/index.php/Klasa-sportowa.html - opinie rodziców, samych uczniów i wszystkich którzy zetknęli się z tą szkołą będą mi bardzo pomocne. Interesuje mnie przede wszystkim poziom nauczania, podejście do sportu, opinie o internacie, itp. Będę wdzięczna za wszelkie informacje :)

czwartek, 15 września 2011

Jak się spełnić w pracy?

Co dzień to samo ... tak samo. I co dzień pojawiające się pytanie: "co ja tutaj robię". Powracające i nie dające spokoju. To właśnie moja codzienność.
Po, bezmała, czterech latach wróciłam do pracy. Dzień po dniu wstaję skoro świt - to akurat lubię :) ale żeby jechać do biura i spędzać tam bite osiem godzin na wykonywaniu pracy, która ... hmmm, skromnie mówiąc, nie porywa? Tego nie lubię. Od siódmej do piętnastej ... od poniedziałku do piątku ... Powinnam się przecież cieszyć, że mam pracę. Wokół słyszę: "pracować trzeba", "z czegoś trzeba żyć" ... mimo to szczęśliwa nie jestem. Minione cztery lata należały do moich najpiękniejszych. Wypuściłam na światło dzienne ukryte wcześniej głęboko pragnienia, marzenia i to, co zawsze w duszy mej grało a trzymane było na uwięzi. Te cztery lata pozwoliły mi na poznanie samej siebie - późno, ale cieszę się, że było mi to dane. Teraz tym bardziej ciężko jest przywyknąć do ciasnych biurowych standardów. Ślęczenie nad papierkami, które nie mają w sobie nic z ducha świata - to nie dla mnie. Czuję, że marnuję czas ... że coś mi umyka. Nie tego od życia oczekuję. Myślałam, główkowałam, kombinowałam przez te cztery lata, co mogę zrobić, aby stan w którym się znajdowałam mógł trwać dlużej. Nic mi z tych planów nie wyszło. Czemu? Może za mało determinacji we mnie było? Może nie potrafię postawić wszystkiego na jedną kartę? Zaryzykować? Marzę (a takich osób jak ja jest tysiące) aby praca zarobkowa dawała mi satysfakcję. Wiem ... są tacy, którym się udaje te dwie rzeczy połączyć, ale są także Ci, którzy poddali się czy to na początku drogi, czy też później - zrażeni niepowodzeniami. Czy ja też do nich należę? Tak bardzo pragnę spełnić swoje marzenia. Pracy się nie boję, ale marzę o robieniu tego, co kocham, co mnie bez reszty wciągnie. Ale co ja umiem robić? Na czym się znam? Dobre pytanie ... odpowiedzią są moje dwa blogi - to tutaj zapisałam swoje: co umiem, co lubię, co kocham, co mnie porywa i pcha do przodu.  W czym jeszcze tkwi problem? Nie wierzę w siebie ... że mogłoby mi się udać. Jestem na tyle świadoma swoich ułomności i przekornie, na tyle silna, że nadal chce mi się coś w życiu zmienić. Nie usiądę z założonymi rękoma ... będę walczyć, dążyć do celu i próbować osiagnąć sukces w którejś z dziedzin, która mnie porusza. Wiem, że takich kobiet - spełnionych w domu, mających swoich bliskich na wyciągnięcie ręki, kochających i kochanych, a mimo to - nie zawaham się tego napisać - nieszczęśliwych jest więcej niż się powszechnie wydaje. 
Co Wy, moi podczytywacze o tym sądzicie? Jakie są Wasze doświadczenia? Może ktoś z Was był w podobnej sytuacji? Może komuś z Was się udało? Może ktoś z Was wyniósł naukę z własnych prób osiągnięcia szczęścia zawodowego, która go wzmocniła, nie podciąła skrzydeł i pozwoliła się wzbić? A może są tacy, którzy tak jak i ja chcieliby spróbować, a nie mają odwagi? Może łatwiej jest zawalczyć w grupie ... z kimś jeszcze, kto wesprze, pomoże? Będę Wam wszystkim ogromnie wdzięczna za podzielenie się ze mną swoimi przemyśleniami. Z wielką niecierpliwością, jak nigdy dotąd, czekam na Wasze Kochani komentarze ...

piątek, 27 maja 2011

Akacja li to, czy nie akacja?

Podobno jednak nie. A ja od zawsze myślałam, że te słodko pachnące białe kwiaty rozkwitające wraz z nadejściem truskawkowego sezonu to akacjowe kwiaty. Jakże się myliłam ... nie pierwszy to raz ;) Obok uwielbianych przeze mnie lilaków i czarnego bzu, które cenię sobie za ich przyjemny mocny zapach pseudoakacja stanowi ich majowe dopełnienie. W drodze z dzisiejszego targu urwałam kilka gałązek do wazonu. Ależ zapach rozchodzi się po całym mieszkaniu ... Jedyną ich wadą jest to, że nie są zbyt trwałe po zerwaniu :( Pewnie już jutro będę musiała się ich pozbyć ... szkoda ... Ale ... właśnie wpadłam na pomysł jak zachować niepowtarzalny aromat na dłużej. A może go nawet w jakiś sposób wykorzystać? Kwiaty czarnego bzu można przetwarzać w różnorodny sposób. Naleweczki, konfitury, soki - te na później, na jesienne i zimowe krótkie dni (a może raczej na długie wieczory), ale także całe kwiatostany smażone w cieście naleśnikowym - do schrupania na już :) to wszyscy chyba znają i stosują u siebie w domu. A wiecie, że z kwiatami robinii akacjowej można postąpić dokładnie tak samo? Ja zrobiłam najprościej jak można ... całe grona kwiatów zasypałam cukrem ... trzy dni i cukier powinien przejść słodkim aromatem, który później szczelnie zamknięty można wykorzystywać do słodzenia herbaty - "akacjowa", czemu nie? :) lub z jego wykorzystaniem upiec ciasto. Piszecie się na to? :) Trzeba jedynie pamiętać, żeby kwiaty zrywać z dala od ulic.

b

bb

Słoje na chrupki moich milusińskich, które widzicie na zdjęciach powyżej zostały kupione na moim ulubionym targowym stoisku. Pamiętacie? Już jakiś czas temu trafiły mi się podobne, tylko proste. Wtedy troszkę pomazałam po swojemu przykrywki i wsypałam w nie sól do kapieli. Tutaj można je zobaczyć :) Tym razem zostawiłam słoje bez ingerencji z mojej strony. Czy na długo? Kto to wie ;) Muszę jeszcze upolować choć jedną sztukę i etykietki zrobić.
A teraz klu programu ... widzicie wazonik, do którego włożyłam kilka robiniowych - eeee, wolę nazwę "akacjowych" gałązek? Wiele dni już upłynęło jak u pewnej naszej blogowej koleżanki zobaczyłam w takim stylu buteleczkę ... ogromną chrapkę na nią miałam ... Dagi dziękuję za inspirację :) Aż w końcu dzisiaj na straganie, którego nigdy nie omijam - ciekawe czemu? ;) - ujrzałam te oto karafki. Większa i mniejsza - po "dziadowskich pieniądzach" ;) Szybko poleciałam i zrobiłam nowalijkowe zakupy, truskawek i rabarbaru oczywiście nie pomijając, i jak na skrzydłach wróciłam po karafki.

a

aa

Marzą mi się jeszcze na ich szyjkach naklejki w prawdziwym shabby stylu ... muszę nad tym popracować ...

P.S.
Dziękuję Wam za podzielenie się ze mną Waszymi odczuciami jeśli chodzi o żółty kolor. Tak jak spodziewałam się ... są miłośnicy tej barwy i ... wielbiciele na opak - tak jak ja ;) I to bardzo dobrze, bo nic nie sprawia, że świat jest taki ciekawy jak jego różnorodność ... w każdym zakresie.
Zaglądam do Was dziewczyny, ale nie mogę pisać komentarzy :( Nie mam pojęcia co się od jakiegoś czasu dzieje z blogerem ... czytam, że wiele z Was też narzeka. Mam nadzieję, że to minie.
Joluś, dziękuję za podpowiedź w sprawie żywopłotu - marzy mi się taki kolaż roślin iglastych i zimozielonych ze świerkiem w roli głównej, a uzupełniony żywotnikami, cyprysami i bluszczem :) Ale muszę kupić małe drzewka, bo do obsadzenia jest wiele, wiele metrów płotu ;)
Ulu, nowa duszko ... dziękuję za odwiedziny zarówno w Moim wygnanku jak i w mojej fotograficznej galerii :) ... dzięki Twojej wizycie odkryłam Twoje niezwykle klimatyczne blogi ... tak bardzo chciałabym napisać u Ciebie słówko, ale przez tego chol ... ego blogera nie mogę :( Niech te kłopoty już się skończą ... ja chcę komentować Wasze posty!
Majowo pozdrawiam i słonko do Was wszystkich wysyłam :)

*************

Już dzisiaj - po jednej nocy - cukier pachnie tak, że ... dech zapiera :) Zastanawiam się, czy już nie wyjąć ze słoika tego białego kwiecia ... jestem bardzo ciekawa jak będzie smakowała herbatka posłodzona tą białą majowo aromatyczną słodyczą :)

**************

Zajrzyjcie Kochane do komentarzy pod tym postem ... mam tam dla Was pewną propozycję ;) ... zupełnie bezinteresownie ;)