Niestety ... długi czerwcowy weekend nie rozpieszcza nas piękną pogodą. Dzisiaj od rana pada deszcz ... leje deszcz, wieje wiatr ... wieje wiatrzysko, a powietrze oziębione do całych 12 st. C nie należy do przyjemności. Mimo TO, mój M. z córką wybrali się na konie. Młodej to nawet taka pogoda jak dziś nie straszna, żeby tylko móc troszkę pokłusować i poprzytulać się do koników. Ona to uwielbia :)
A ja ... zostałam z synkiem w domu. Na szczęście mały za bardzo nie marudził i nastrojony pogodą kazał się zanieść do łóżeczka i poszedł aaaaa ...
aaa ...
aa...
... i już spał.
Szczęśliwa mama, wykorzystując sytuację, zasiadła do komputera :)
- A tyle planów miałam na te cztery dni. Mieliśmy codziennie wybrać się w jakieś piękne miejsca, pozwiedzać poetycznie położone dworki i pałacyki, których w naszych okolicach troszkę znaleźć można. No, ale przecież plany są od tego, żeby je zmieniać - tak?
Korzystając więc z wolnego czasu pokażę fotorelację z naszej czwartkowej wizyty w ogrodzie zoologicznym. Nie byłam tam ... tak ... z ponad 5 lat ... z 7 - na pewno.
Przez ten czas warszawskie zoo bardzo wyładniało. Tereny otwarte wypiękniały, zostało nasadzonych wiele nowych roślin, ładnie zaaranżowano trawniki oraz rabaty z krzewami i kwiatami. 


- kaczuszka z brązu
- papuga

- osiołek
- a może pantera :)
Jedynie słonie 
nasz synek podziwiał z daleka - gdy zaczęły iść w naszą stronę za plecami naszego małego brzdąca stanęła wielka kosmata panika* :)








Baaaardzo podobały mu się pawie, które spacerując po całym ogrodzie, zdawało się nie zwracając uwagi na tłumy przybyłych ludzi pięknie się prezentowały w swoich powłóczystych sukniach:
a ten nie chciał się sfotografować i ciągle uciekał mi z kadru:





Były też matki karmiące swoje małe:


- wielbłąd

- kozy

- król zwierząt



- surykatki



- roczna tygrysiczka ze zwoją przyjaciółką owczarkiem niemieckim: 

- lama
- kangury


- niedźwiedź brunatny

- małpy 
- a to ... zapomniałam :), ale miały śliczne oczy i mordki
A teraz coś z wodnego i podwodnego świata:



- flamingi

- żółwie

- akwarium słonowodne m.in. z błazenkami




- a to było wielkie drzewo - chyba tulipanowiec
Chyba wystarczy tego zwierzyńca, bo młoda właśnie wróciła z koni i rodzina dopomina się o obiad - miały być pierogi z mięskiem, farsz gotowy od wczoraj, tylko lepić i gotowe - tak im się tylko wydaje :)
P.S. Zakładka do książki, która ma być nagrodą w zagadce z mojego poprzedniego posta już się wyszywa, ślicznie wygląda - to, co już jest, a zważywszy na pogodę szybciutko będzie gotowa.


* powiedzenie zaczęrpnęłam z książek Wojciecha Cejrowskiego, który notabene pięknie opowiada o zwierzętach, o przyrodzie i ludziach zamieszkujących rejony tropikalnej puszczy równikowej - to tak na marginesie
Jakoś od dziecka nie lubię ZOO bo kojarzy mi sie z uciesnionymi zwierzakami ale na Twoich zdjęciach wygląda zgoła inaczej ... Pozdrawiam deszczowo właśnie ..
OdpowiedzUsuńŚwietna relacja z wycieczki.
OdpowiedzUsuńA pierożka z mięsem to ja też bym zjadła..Ale mi narobiłaś ochoty..
Pozdrowionka
Ooooo!!!!! Widzę, że nie tylko u mnie było zoologicznie ;-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło